Cyt.: O podróży do najodleglejszych miejsc jakie zna ludzka dusza, gdzie poznawać będę nowe ziemie, słuchać nowych hymnów, jeść nowe owoce...
Blog > Komentarze do wpisu
Echhhh Bali

Po 19tej w piątek postawiłyśmy swe nogi na Bali, w miasteczku Padang Bai:) I tu pojawił się problem, bo Gwiazda naopowiadała Szibilli i Attili (węgierskim znajomkom), że my nie wiemy, co teraz robić, gdzie jechać etc. etc. I oni nagle zaczęli nam planować podróż. O jak się wkurzyłyśmy!! Bo przecież my ten plan ustalony już miałyśmy od 2 miesięcy i gdy Gwiazda zdecydowała się z nami jechać, to go jej przedstawiłyśmy i naprawdę nie potrzebowałyśmy już żadnych rad!! Oczywiście, przez to, że sobie popływać w hotelowym basenie chcieli, to musiałyśmy ten plan trochę zmodyfikować, bo jeden dzień straciłyśmy, ale wciąż doskonale wiedziałyśmy co robić.

Hostel znaleziony (60 tys. Rp. za 3 osoby) i udałyśmy się na kolację, przy której okazało się, że Pani Kasia jest chora. Wróciłyśmy do pokoju. Ja w międzyczasie straciłam swoje sandały, się po prostu przerwał pasek (a myślałam, że tak się właśnie stanie), Gwiazda była z nami w pokoju i niczym się nie przejmowała, Pani Kasia z gorączką w łóżku, a obiecana klimatyzacja przestała działać. Postanowiłam się nie przejmować Gwiazdą i dać jej ostatnią szansę. Może jak się oddzieli od reszty ludzi i będzie tylko z nami, to będzie łatwiej. Całą noc jak troskliwa pielęgniara podawałam termometr chorej, a Gwiazda półnaga spała sobie na calutkim łóżku:/ Rano z balkonu ukazał się piękny widok na Padang Bai, na tarasach przydomowe świątynie, na ulicach składane ofiary – ot hindusityczne Bali:) Aaaa i psy, które sobie swobodnie chodzą po ulicach, nie to co na Jawie, gdzie psów właściwie nie widać, za to co raz spotkać można warung, gdzie serwują sate jamu (czyli właśnie grillowane mięso psie:().

Po śniadaniu, o 10tej, umówionym busem pojechałyśmy już we trzy do Ubud – miasta w centrum wyspy, w którym oszaleć można przeglądając cudne rzeczy w galeriach i sklepikach. Szybko znalazłyśmy pokoje (2 pokoje z 2 lazienkami za 100 tys. Rp., podzielone na rowno na 3 osoby), a właściwie to nas znaleziono i zaprowadzono do pokoi. Zanim wyruszyłyśmy zwiedzać, Gwiazda fotografując ofiarę złożoną z ryżu na chodniku w ogródku zapytała się mnie, czy to dla mrówek??? Yyyyy długo trwało zanim zrozumiała co to jest i dlaczego!! Totalna ignorancja!!

 

ot zwykly dom w Ubud


W drodze na bazar odwiedziłyśmy mnóstwo sklepików i spotkałyśmy Attilę i Szibillę, którzy mieli być zupełnie w innym miejscu. Głupie mieli miny tłumacząc się Gwieździe co tu robią, ale ona chyba nie zrozumiała, że ją wykiwali, bo w trójkę na motorku by się nie zmieścili. Na bazarze ostro się targowałyśmy i nie miałyśmy przy tym żadnych skrupułów widząc, jakie ceny podają sprzedawcy wszystkim turystom. Potem odwiedziłyśmy Monkey Forest, gdzie opędzałyśmy się od małp i już samym wieczorkiem, po kolacji udałam się z samą Gwiazdą na spacer (Pani Kasia wciąż z gorączką leżała w łóżku), podczas którego zamęczała mnie opowieściami, że nie może być ze swoim obecnym indonezyjskim chłopakiem, choć go baaardzo lubi, bo jest za chudy i nie jest bogaty:]

Na szczęście udało nam się spotkać pana, który zaoferował nam transport z Ubud przez Sukowati do Kuty na dzień następny, za niezbyt duże pieniądze (200 tys. Rp. za 3 osoby). Aaaa dlaczego jeździmy wciąż prywatnymi samochodami?? Bo na Bali baaaardzo trudno o publiczny transport, a w Kucie to jest to zupełnie niemożliwe.

Następnego dnia o świcie ruszyłyśmy do Sukowati, by tam zdążyć odwiedzić poranny bazar (Pasar Pagi). To za radą naszego Księcia Seno, który na Bali bywa często i wie, że na tym bazarze można kupić mnóstwo rękodzieła baaaardzo tanio. I tak też było, niektóre rzeczy kupiłyśmy 8krotnie taniej niż w Solo i to bez tragowania, bo ceny są ustalone, Zresztą i tak nie było się z czego targować. Tak, więc jeśli ktoś się wybiera na Bali i chce kupić trochę pięknych rzeczy koniecznie musi odwiedzić ten bazar!! Z Sukowati ruszyliśmy do Kuty, gdzie od razu znalazłyśmy tani pokój (z lazienka, 90 tys. Rp. za 3 osoby, Gwiazda odstawila numer chciala spac sama na podwiojnym lozku,nam zostawiajac pojedyncze:]), bardzo blisko plaży. No Kuta słynie z plaży, z mnóstwa sklepów z drogimi zachodnimi rzeczami i zamachów terrorystycznych, które były w 2002 roku. Mnóstwo białasów, opalonych i półnagich, Indo Ludzi prawie nie widać (z wyjątkiem sprzedawców wołających „Hello Darling” i ludzi oferujących transport). I wciąż słychać angielski i nasza znajomość indonezyjskiego po raz kolejny się sprawdza – od razu wszyscy inaczej z nami rozmawiają:) Udałyśmy się na plażę, a wieczorem poszukałyśmy transportu, by się udać ostatniego dnia do Uluwatu. Targowałyśmy się ostro, bo byłyśmy zdesperowane i spłukane i w końcu facet ustąpił i umówiliśmy się na transport za 180 tys. Rp.:) Jak się później okazało facet myślał, że po prostu znamy Bali i tamtejsze ceny:) Chyba nas polubił, bo następnego dnia nie wysłał tylko samochodu, ale i sam pojechał z nami do Uluwatu zobaczyć purę (świątynię) i piękny zachód słońca. Po drodze do świątyni wstąpiliśmy do najpięniejszego miejsca, jakie odwiedziłyśmy podczas całej wyprawy. Genialna plaża, klif, potężne fale – Dream Land. W Uluwatu odziane w sarungi odganiałyśmy się od dosyć bezczelnych małp (np. jedna z nich zabrała Gwieździe szpilkę do włosów, hihihi) i podziwiałyśmy niesamowity zachód słońca, stojąc na skraju klifu. W drodze powrotnej spotkała nas jedna niezbyt miła przygoda. A mianowicie panowie postanowili zawieść nas na kolację do drogiej restauracji na plaży, choć wcześniej im mówiłyśmy, że nie chcemy tam jeść. Może myśleli, że jak zobaczymy restaurację i plażę to się skusimy. Może i byśmy się skusiły, ale oznaczało by to zaproszenie również i ich i zapłacenie rachunku przynajmniej ok. 150 PLNów. Wytłumaczyłyśmy panom, ze to bardzo miłe miejsce, ale wolimy wrócić do hotelu. Poskutkowało:) Ostatni wieczór spędziłyśmy przy jednym piwku w knajpce przy plaży. Rano trzeba było wsiąść do samolotu i wrócić do Solo, pozostawiając za sobą piękną wyspę…

czwartek, 01 maja 2008, jmajdanik

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: